Kiedy tam dziś po południu dotarłam, u stóp Pomnika Wolności stały dwie warty honorowe w mundurach galowych, a wzdłuż całego cokołu ciągnęła się ściana kwiatów sięgająca mniej więcej do pasa. Żółte tulipany, białe tulipany, żonkile w tysiącach, pojedyncze róże przewiązane bordowo-białą wstążką, małe bukieciki, które starsze panie kupują od kobiety na rogu Krišjāņa Barona iela i przynoszą piechotą przez ulicę. Bez muzyki, bez przemówienia, które dałoby się usłyszeć. Ludzie podchodzili po dwoje, troje, kładli łodygę na stosie, stali kilka sekund i odchodzili. Tak wygląda 4 maja w Rydze. Tak właśnie postępuje kraj, którego niepodległość dwa razy w pamięci żyjących wisiała na włosku i który wciąż jest nią lekko zaskoczony.
Krótka odpowiedź, zanim przejdę do dłuższej
- 4 maja to łotewski Dzień Przywrócenia Niepodległości, po łotewsku Latvijas Republikas Neatkarības atjaunošanas diena. Upamiętnia dzień w 1990 roku, w którym Rada Najwyższa Łotewskiej SRR większością głosów własnych deputowanych zagłosowała za przywróceniem łotewskiej państwowości i odłączeniem kraju od Związku Radzieckiego.
- To drugie z dwóch łotewskich świąt niepodległości. Pierwsze przypada 18 listopada i upamiętnia pierwotną proklamację z 1918 roku. Głosowanie z 4 maja nie wymyśliło niepodległości. Przywróciło ją. Stąd atjaunošana, przywrócenie.
- Jeśli jesteś dziś w Rydze, transport publiczny w całym mieście jest darmowy. Wczesnym popołudniem ulicą Brīvības iela idzie pochód w strojach ludowych. Punktem zbornym jest Pomnik Wolności. Większość łotewskich rodzin je tego dnia na dworze, przy białym obrusie. Nastrój jest spokojny, nie głośny.
- Kwiaty to sedno. Od 2014 roku trwa cichy obywatelski zwyczaj przynoszenia rankiem 4 maja żółtego kwiatu, najlepiej żonkila, jeśli da się go zdobyć, pod Pomnik Wolności. Późnym popołudniem są ich tysiące.
- To nie jest wielki dzień turystyczny, w tym sensie, że prawie nic nie jest zamknięte, a żadna trasa parady nie blokuje zwiedzania. Ale to dzień, by przejść przez centrum powoli. Zobaczysz rzeczy, których nie zobaczysz żadnego innego dnia w roku.
Dlaczego Łotwa ma dwa święta niepodległości
Krótka wersja jest taka, że raz ją straciliśmy i odzyskaliśmy, a oba momenty zasłużyły na własną datę. Dłuższa wersja jest ciekawsza.
18 listopada, które świętujemy jesienią, to dzień w 1918 roku, kiedy naprędce zebrana Rada Ludowa odczytała proklamację w Teatrze Narodowym na Kronvalda bulvāris i powołała do życia Republikę Łotewską. Imperium Rosyjskie rozpadło się w 1917 roku, Cesarstwo Niemieckie samo było o dwa tygodnie od upadku, a mała grupa łotewskich polityków wykorzystała szczelinę między jednym a drugim i ogłosiła kraj. Nie mieli wojska, granicy, waluty ani niczyjego uznania. Mieli flagę i nazwę. Wojny o niepodległość, które potem nastąpiły, trwały do 1920 roku i rozstrzygnęły, czy proklamacja będzie cokolwiek znaczyć. W końcu znaczyła, a Pierwsza Republika trwała od 1920 do czerwca 1940 roku, kiedy radzieckie wojska przekroczyły granicę.
To, co nastąpiło dalej, to ta część naszej historii, którą trudno opisać krótko. Były dwie okupacje, radziecka, niemiecka i znów radziecka, deportacje z czerwca 1941 i marca 1949 roku, lata wojny, powojenni leśni bracia, rusyfikacja miast. Pod koniec lat osiemdziesiątych Łotwa była częścią Związku Radzieckiego od niemal pół wieku, a oficjalna linia głosiła, że włączenie z 1940 roku było dobrowolne i ostateczne. W łotewskich domach nigdy nie było ostateczne.
Okno, które otworzyło się w 1989 i 1990 roku, jest dla większości zagranicznych gości najtrudniejsze do wyobrażenia, bo nie miało odpowiednika na Zachodzie. Reformy Gorbaczowa uchyliły drzwi. Bałtycki Łańcuch z sierpnia 1989 roku, dwa miliony ludzi trzymających się za ręce w ciągu od Tallina przez Rygę po Wilno, otworzył je szerzej. Wybory do łotewskiej Rady Najwyższej z marca 1990 roku dały większość Frontowi Ludowemu. 4 maja 1990 roku, w sali Rady Najwyższej na Jēkaba iela, deputowani zagłosowali 138 do 0 (przy jednym wstrzymującym się i 57 deputowanych odmawiających udziału) za uznaniem radzieckiej aneksji z 1940 roku za bezprawną i za rozpoczęciem przywracania niepodległej Republiki. Okna budynku były otwarte, a głośniki niosły każdy głos na ulicę. Każde „tak” spotykało się z okrzykiem tłumu czekającego na Jēkaba iela.
To nie była jeszcze pełna niepodległość, ta przyszła 21 sierpnia 1991 roku, po nieudanym moskiewskim puczu, ale to był moment, w którym kraj zwrócił się na papierze ze Wschodu z powrotem ku Zachodowi. Data 4 maja to dzień, w którym drzwi się otworzyły. Utrzymanie ich otwartymi wymagało sierpniowego puczu osiemnaście miesięcy później. Oba dni mają znaczenie, ale tylko jeden z nich przychodzi z żonkilami.
Pochód ulicą Brīvības iela
Pierwszą rzeczą, jaką zauważy odwiedzający miasto tego dnia, są stroje. Późnym rankiem zaczynają pojawiać się w tramwajach, potem gęstnieją na chodnikach wokół Esplanāde i ogrodu Vērmane, a o 14:00 idą w szyku szeroką środkową częścią Brīvības iela. Zespoły tańca ludowego, chóry, regionalne towarzystwa kulturalne, uniwersyteckie grupy folklorystyczne, akademickie kluby tautas tērpu (strojów ludowych), każdy we wzorze własnego regionu. Pasy z Lielvārde, pasiaste spódnice z Nīcy, obszyte futrem chusty z Łatgalii, kurzemskie srebrne brosze wielkości dłoni.
Trasa to nie parada w sensie niemieckim czy francuskim. Nie ma orkiestry maszerującej, nie ma defilady lotniczej, nic na gąsienicach. Duchem bliżej jej do niedzielnego wiejskiego pochodu niż do narodowego widowiska. Grupy zbierają się luźno na górnym końcu alei, idą powoli regionalnymi oddziałami w stronę pomnika, znów zbierają się u podstawy i czekają na tych, z którymi przyszły. Dzieci przemykają między dorosłymi, niosąc żonkile prawie tak duże jak ich twarze. Tempo jest ludzkie. Widzowie klaszczą, gdy coś jest warte oklasków, a poza tym patrzą w ciszy.
Między regionalnymi grupami ludowymi idzie mniejsza liczba historycznych rekonstruktorów, mężczyźni w siedemnastowiecznym chłopskim stroju, futrzane sakwy, filcowe kapelusze, taki rodzaj roboczej odzieży, jaką łotewski chłop w Vidzeme mógł nosić pod administracją szwedzką. Dzień ich ściśle nie wymaga. Są tam, ponieważ ten dzień po części polega na przejściu wzdłuż linii łotewskiego czasu, a czas ten sięga dalej wstecz niż 1990 czy 1918 rok.
Regionalne oddziały nadchodzą falami. Każdy region ma własny sztandar, często ręcznie malowany, i idzie razem. Łatgalia, południowo-wschodni region katolicko-prawosławny o najmocniej odrębnym dialekcie, ma największy kontrast strojów, długie obszyte futrem chusty, gęste koraliki, długie szare płaszcze mężczyzn. Surowa brązowo-niebieska paleta Vidzeme należy do środkowej północy. Mieszkańcy zachodniej Kurzeme przybywają w srebrnych broszach i szerokich spódnicach. Zemgale, południe, w głębokich czerwieniach. Nie ma reguł. Tak po prostu tradycja strojów sama zorganizowała się w regionach w ciągu XIX wieku, a ludzie od strojów lubią utrzymywać regionalną wierność nienaruszoną.
Kwiaty, i dlaczego żonkile
Kwiatowa część dnia to najmłodsza tradycja na liście. Zaczęła się w 2014 roku, w 24. rocznicę głosowania z 1990 roku, gdy mała kampania w mediach społecznościowych poprosiła Łotyszy, by tego dnia przynieśli pod Pomnik Wolności żółty kwiat, konkretnie narcise, żonkila. Uzasadnienie było praktyczne i nieco sentymentalne. Żółty, bo to kolor łotewskiej wiosny po długiej zimie, a żonkile, bo to one niezawodnie kwitną w ogrodach w pierwszym tygodniu maja. Pomysł chwycił. W ciągu trzech lat żonkil był dominującym kwiatem przy pomniku, a pod koniec lat dziesiątych panie kwiaciarki w centrum Rygi zaczęły z tej okazji sprzedawać gotowe wiązanki z trzech albo pięciu żonkili z bordowo-białą wstążką.
Dziś są też tulipany, hiacynty i małe bukieciki dowolnego jasnego wiosennego kwiatu, jaki kwiaciarka miała na stanie. Są róże, zwłaszcza wśród starszego pokolenia. Żółty żonkil wciąż jest łodygą symboliczną, gdybym musiała wybrać tylko jedną, wybrałabym właśnie tę, ale reguła jest luźna. Chodzi o to, że przynosisz pod pomnik coś żywego, i robisz to piechotą.
Przy samym pomniku
Pomnik Wolności (Brīvības piemineklis) stoi w środku nazwanej od niego alei, między Starym Miastem a Esplanāde. Ma 42 metry wysokości, ukończono go w 1935 roku, a postać na szczycie to młoda kobieta trzymająca trzy złote gwiazdy, które reprezentują trzy historyczne regiony międzywojennej Łotwy. Łotysze nazywają ją Milda. Jest, na ile pojedynczy obiekt może nim być, rodzinnymi drzwiami kraju.
Cokół nosi napis na zachodniej ścianie, Tēvzemei un Brīvībai. Za Ojczyznę i Wolność. W czasach radzieckich pomnik oficjalnie był niczym, był tolerowany, a nie celebrowany, a składanie tu kwiatów za radzieckiego reżimu mogło wpędzić ludzi w poważne kłopoty i wpędzało. To, że kraj może teraz układać u jego podstawy tysiące kwiatów, na otwartej przestrzeni, bez nikogo patrzącego, kto je przyniósł, jest całą rzeczą.
Dwaj żołnierze w mundurach galowych pełnią zmianę warty u stóp pomnika co godzinę, równo z wybiciem godziny, każdego dnia w roku. 4 maja zmiana warty jest tłoczniejsza niż zwykle, ale tłum nie jest tu naprawdę dla ceremonii, to powolna, cierpliwa kolejka ludzi czekających na swoją kolej, by złożyć kwiat pod cokołem, z fotografami zebranymi z szacunkiem z boku. Zmienników przywozi się dyskretnie samochodem na tył pomnika. Nowa para zajmuje miejsce, stara odmaszerowuje. Nikt nie salutuje widzom, a widzowie tego nie potrzebują.
Biały obrus, w domu
Druga tradycja, która biegnie obok pochodu, jest cichsza i nie zobaczysz jej na alei. Nazywa się Baltā galdauta svētki, Święto Białego Obrusu. Instrukcja, nadawana co roku przez łotewskie radio państwowe i długą listę instytucji kultury, jest ta sama. 4 maja zjedz wieczorny posiłek przy białym obrusie. Gdziekolwiek jesteś, w domu, w świetlicy, na szkolnym dziedzińcu, w parku, obrus jest biały, a posiłek wspólny. Rozmowa zwalnia.
Obrus jest symbolem, bo w dawnym łotewskim domu biały obrus był zarezerwowany na okazje, gdy rodzina miała razem coś do świętowania. Przez resztę roku był schowany. Wersja obywatelska prosi każdego Łotysza, by wyłożył go w dniu, w którym kraj sam się przywrócił. Jedzenie nie musi być wyszukane, chleb, ser, wędzona ryba, pieczone ziemniaki, a wiele rodzin stara się postawić na stole jedno czy dwa dania w czerwieni i bieli, by nawiązać do flagi, sałatkę z buraków, różowy deser z jagód i bitej śmietany. Obrus musi być biały.
Ta część dnia jest dla odwiedzającego w dużej mierze niewidoczna, chyba że trafi się zaproszenie do łotewskiego domu, a przy pierwszej znajomości większość go nie dostaje. Ale kiedy przechodzisz wieczorem obok ogrodu Vērmane i widzisz stoły na kozłach nakryte białym lnem, z rodzinami jedzącymi przy nich w strojach ludowych, dzieje się właśnie to.
Darmowe tramwaje (i reszta praktycznych spraw)
Jeśli jesteś dziś w Rydze i chcesz to zrobić jak należy, praktyczne uwagi są krótkie.
- Cały transport publiczny w Rydze jest darmowy 4 maja. Tramwaje, trolejbusy, autobusy i miejskie busy. Nie musisz kasować biletu, e-talons nie są wymagane. Zaczęło się to jako gest w 2010 roku i stało się standardową praktyką. Obejmuje całe miasto i obowiązuje od pierwszego do ostatniego kursu.
- Pochód idzie mniej więcej od południa do około 16:00, z największym zagęszczeniem na środkowym odcinku Brīvības iela między Esplanāde a Pomnikiem Wolności. Stań na chodniku, nie wchodź na jezdnię. Nie ma stałego startu, oddziały przybywają we własnej kolejności.
- Zmiana warty przy pomniku odbywa się co godzinę, równo z wybiciem godziny, od 9:00 do 18:00 przez cały rok. 4 maja największe tłumy mają zmiany o 12:00, 15:00 i 16:00. Zmiana o 17:00 jest zwykle spokojniejsza i to lepszy moment, by być blisko.
- Większość muzeów jest otwarta jak zwykle, a kilka, Muzeum Okupacji, Łotewskie Narodowe Muzeum Sztuki, Muzeum Historii Rygi i Żeglugi, ma tego dnia darmowy wstęp. Sprawdź przy drzwiach.
- Składanie kwiatów trwa cały dzień, ale najbogatsze fotograficznie okno to mniej więcej 13:00 do 15:00, gdy oddziały jeszcze nadchodzą. Późne popołudnie jest spokojniejsze i (moim zdaniem) lepszy to czas, by stanąć przy pomniku, jeśli chcesz poczuć ten dzień, a nie go uwiecznić.
- Przynieś kwiat, jeśli chcesz. Odwiedzający są mile widziani. Kobieta na rogu Brīvības i Krišjāņa Barona ma małe wiązanki żonkili z bordowo-białą wstążką za 3 €.
Szczerze
4 maja to nie najgłośniejszy dzień w łotewskim kalendarzu. 18 listopada jest głośniejsze, a Święto Pieśni i Tańca co pięć lat jest głośniejsze o rzędy wielkości. 4 maja to dzień, w którym kraj dziękuje sam sobie, że zauważył otwarte drzwi w 1990 roku i przez nie przeszedł. Nastrój jest wdzięczny, a nie triumfalny. Kwiaty są wiosenne, bo kraj jest, na pewnym poziomie, wciąż krajem młodym i świętuje rzecz niedawną.
Jeśli podróżujesz do Rygi, a kalendarz akurat postawi cię tutaj 4 maja, przejdź Brīvības iela wczesnym popołudniem i stań przy pomniku przed 16:00. Wróć darmowym tramwajem do hotelu. Jeśli znajdziesz łotewskiego znajomego z obrusem na wieczór, przyjmij zaproszenie. W przeciwnym razie zjedz gdzieś na dworze, z białą serwetką, i popatrz, jak miasto zwalnia. Ten dzień nie prosi o nic więcej niż twoją uwagę, a oddaje rzadkie doświadczenie patrzenia, jak kraj w swoją cichą rocznicę robi drobne obywatelskie rzeczy, które utrzymują niepodległość w sprawnym stanie.
Daiga