Usiądź do obiadu w dowolnej tradycyjnej łotewskiej restauracji, w Rydze, w Siguldzie, w przydrożnej karczmie w Latgalii, i weź do ręki menu. Zobaczysz kotlety wieprzowe, kotlety mielone z wieprzowiny (karbonāde), żeberka wieprzowe w zupie z kiszonej kapusty, wędzony boczek wieprzowy z szarymi groszkami, pierożki nadziewane boczkiem (speķrauši), wieprzowe pulpety w koperkowym rosole, wędzone kiełbasy, kaszankę, szynkę i pieczoną golonkę. Znajdą się jedno czy dwa dania z wołowiny, zwykle gulasz, czasem stek, i grzeczny ukłon w stronę kurczaka. Ale menu to wieprzowina od góry do dołu.

Łotewski ruszt, zwinięta kiełbasa, żeberka wieprzowe, krótkie żeberka wołowe i szaszłyki na węglu.
Łotewski ruszt, zwinięta kiełbasa, żeberka wieprzowe, krótkie żeberka wołowe i szaszłyki. Wieprzowina to fundament, wołowina się pojawia, ale w centrum talerza prawie zawsze jest świnia.

Danie narodowe, pelēkie zirņi ar speķi, czyli szare groszki z boczkiem, to wieprzowina. Wigilijna kolacja to wieprzowina. Grill na przesilenie letnie to kiełbaski wieprzowe. Łotewskie słowo na tłuszcz, speķis, pochodzi z tego samego germańskiego rdzenia co angielskie „speck” i odnosi się konkretnie do peklowanego boczku wieprzowego. Mamy tożsamość narodową zbudowaną na peklowanej świni.

Tymczasem w podziemiach centrum handlowego Spice albo Alfa w Rydze możesz teraz kupić zapakowany próżniowo łotewski antrykot z herefordów z chłodzonego automatu, całą dobę, kartą bankową. Wołowina premium, sezonowana na sucho, dostępna obok miejsca, gdzie dzieci kupują lody. Przypomina to futurystyczne wtargnięcie do kraju, który od dziewięciu wieków napędza się boczkiem.

Dlaczego więc wieprzowina? I dlaczego historia z wołowiną dzieje się dopiero teraz?

Łotwa to las

Zacznij od krajobrazu. Łotwa jest i zawsze była krajem lasów. Nawet dziś, po wiekach karczowania i radzieckim parciu na kolektywizację rolnictwa, ponad połowę kraju wciąż pokrywa las, sosna, świerk, brzoza, dąb, olcha, jesion. W średniowieczu lesistość była jeszcze większa. Wsie były małymi polanami wyrąbanymi w gęstwinie, a las zaczynał się dziesięć metrów za ogrodem na tyłach domu.

To ma ogromne znaczenie dla tego, jakie rolnictwo było możliwe. W krajach z rozległymi otwartymi łąkami, takich jak Anglia, Węgry, Pampa czy Teksas, bydło ma sens, bo bydło potrzebuje pastwiska, a pastwiska są tym, co te kraje mają. Na Łotwie pastwisko zawsze było ograniczone i kosztowne. To, czego Łotwa miała pod dostatkiem, to las. A zwierzęciem, które rozwija się w lesie niemal bez pomocy, jest świnia.

Średniowieczna świnia i system pannage

Oto rzecz nieoczekiwana w średniowiecznych świniach. Były ledwie udomowione. Żyły na zewnątrz, przez cały rok, żerując w lasach. Bliżej im było do dzika niż do współczesnego różowego zwierzęcia, które wyobrażamy sobie, mówiąc „świnia.” Wędrowały w stadach, jadły wszystko, trawę, korzenie, grzyby, opadłe owoce, chrząszcze, drobne zwierzęta, i wymagały od rolnika niemal zerowego wkładu.

Jesienią ten swobodny układ stawał się głównym wydarzeniem roku rolniczego. W całej zalesionej Europie chłopi praktykowali to, co po angielsku nazywano pannage (i nosiło różne lokalne nazwy na ziemiach bałtyckich i niemieckich). Chodziło o sezonowe pędzenie świń do lasów dębowych i bukowych, by tuczyły się na żołędziach i bukwi, czyli na tegorocznych opadłych żołędziach, orzeszkach bukowych i dzikich owocach. Prawo wsi do pannage w lasach miejscowego pana było cennym przywilejem prawnym, o który toczono spory w aktach sądowych w całej średniowiecznej Europie.

Niezwykła jest tu ekonomia rolnictwa. Żołędzie są trujące dla bydła i ludzi. Nie są trujące dla świń. Tak więc dębowy las, poza tym ubogi w pokarm dla wszystkich innych, staje się dla świni sześciotygodniowym bufetem darmowych, gęstych, tłustych kalorii. Świnia, która zaczynała jesień, ważąc 50 kg, mogła ją skończyć, ważąc 100. A rolnik musiał tylko wpędzić stado do lasu we wrześniu i wyprowadzić je, tłustsze, w listopadzie.

Potem przychodził ubój. Późny listopad, początek grudnia, gdy nastał już mróz, żeby mięso się przechowało, to był cūku kaušanas laiks, sezon uboju świń. Całe wsie ubijały razem. Niemal każdą część zwierzęcia konserwowano. Szynki wędzono w kominie, boczek solono i wieszano, kiełbasy nadziewano krwią i kaszą (asinsdesa), z nóżek i uszu robiono galaretowaty salceson (galerts), tłuszcz wytapiano na speķis i przechowywano w glinianych garnkach na zimowe gotowanie. Chłopska rodzina, która w listopadzie miała świnię, miała jedzenie na stole aż do kwietnia.

Z krową nie dało się tak zrobić. Bydło nie pasowało do tego systemu.

A co z krową?

To jest ta część, którą podręcznik zwykle przekręca, jeśli chodzi o przednowoczesne rolnictwo łotewskie.

Bydła nie brakowało. Każde gospodarstwo miało krowę, często dwie. Ale bydło w tradycji chłopskiej łotewskiej (i szerzej północnoeuropejskiej) było przede wszystkim zwierzęciem mlecznym, a nie mięsnym. Krowę trzymano przy życiu tak długo, jak długo dawała mleko, czyli przez większość swojego produktywnego życia. Nie dało się jej zjeść bez rezygnacji ze stałych dostaw mleka, masła, twarogu (biezpiens), śmietany (skābais krējums), kefiru i zsiadłego mleka (rūgušpiens), które dawała dzień po dniu. Zabicie rodzinnej krowy na jedną ucztę robiło się tylko wtedy, gdy była już za stara, żeby ją doić, albo gdy alternatywą był głód.

Dlatego tradycyjna kuchnia łotewska jest tak bogata w nabiał (kraj wciąż ma na sklepowej półce więcej rodzajów fermentowanego mleka niż większość Europy Zachodniej) i tak niezwykle uboga w wołowinę. Krowa była fabryką, a nie posiłkiem. Jej potomstwo, byki, albo trzymano jako zwierzęta pociągowe (woły ciągnęły pług), albo sprzedawano młodo, zanim zjadły za dużo siana. Wołowina, jeśli już była, to stary, wysłużony wół roboczy, twardy i duszony godzinami.

Dwie sztandarowe łotewskie rasy bydła opowiadają tę historię bardzo wyraźnie. Łotewska brązowa (Latvijas brūnā), oficjalnie zarejestrowana jako rasa w 1922, i łotewska niebieska (Latvijas zilā), jeszcze starsza rasa nadmorska, obie były przez wieki selekcjonowane pod kątem wydajności mlecznej i zawartości tłuszczu w mleku. Nie pod kątem rozmiaru czy mięśni. Pod kątem mleka. W latach 30. XX wieku, podczas pierwszej niepodległości Łotwy, eksportem numer jeden kraju było masło, wysyłane do Wielkiej Brytanii, Niemiec i Holandii, opłacało budżet narodowy i budowało rolniczą tożsamość międzywojennej republiki. Krowa nie była źródłem steku. Krowa była źródłem międzynarodowego handlu masłem.

(Obie rodzime rasy są dziś zagrożone. W 1980 było 1,4 miliona krów łotewskich brązowych. Dziś jest ich około 23 000. Łotewska niebieska ma mniej niż 200 zarejestrowanych zwierząt. Trzymają je przy życiu pasjonaci i unijne dotacje na ochronę. Holsztyn wygrał.)

Świnie są też lepsze w byciu świniami niż krowy w byciu krowami

Jest jeszcze jeden powód, dla którego wieprzowina zdominowała, i jest czysto biologiczny.

Krowa potrzebuje prawie dwóch lat, żeby osiągnąć wagę ubojową, je siano całą zimę, wymaga schronienia przed zimnem, cieli się raz w roku i wydaje na świat jedno cielę naraz. Świnia osiąga wagę ubojową w sześć do dziewięciu miesięcy, je to, czego ty nie jesz, tuczy się sama na darmowych leśnych żołędziach i wydaje mioty po osiem do dwunastu prosiąt, dwa razy w roku.

Jeśli byłeś chłopem próbującym przeżywić siedmioosobową rodzinę przez łotewską zimę na małym kawałku ziemi i leśnym wspólnym pastwisku, rachunek nie był subtelny. Trzymałeś krowę przy życiu dla mleka, a świnie hodowałeś na mięso. Taka była uniwersalna odpowiedź w całej zalesionej Europie Północnej, w Niemczech, Polsce, na Litwie, Białorusi, w Rosji, w krajach bałtyckich, i wszystkie te kuchnie to odzwierciedlają. Tam, gdzie znajdziesz chłopską kuchnię wieprzowo-nabiałową, możesz być pewien, że pod spodem patrzysz na zalesiony system rolniczy oparty na bydle mlecznym i świniach żerujących w lesie.

Kuchnia jest muzeum

Gdy już zrozumiesz leżący u podstaw system, tradycyjne dania łotewskie zaczynają się czytać jak archeologiczny zapis tego, jak jedzenie naprawdę powstawało.

Pelēkie zirņi ar speķi, szare groszki z boczkiem, to danie najstarsze i najszczersze. Suszony groch przechowuje się całą zimę. Peklowany boczek wieprzowy przechowuje się całą zimę. Gotujesz jedno, smażysz drugie, łączysz je, jesz ze szklanką rūgušpiens (zsiadłego mleka). To danie, które dało się zrobić w lutym, w łotewskiej chłopskiej chacie w 1650, z tego, co naprawdę zostało jeszcze w spiżarni. Stało się daniem narodowym nie dlatego, że jest szczególnie eleganckie, ale dlatego, że to ono trzymało wszystkich przy życiu.

Karbonāde, panierowany, rozbijany kotlet wieprzowy, to niemiecka kuchnia chłopska zaadaptowana po łotewsku, dzięki bałtyckiej szlachcie niemieckiej, która rządziła krajem od XIII wieku do 1918. Speķrauši, małe nadziewane boczkiem pīrāgi, to jedzenie weselne, bogata w białko bułeczka rozdawana na uroczystościach we wszystkich bałtyckich i słowiańskich kulturach chłopskich. Skābu kāpostu zupa (zupa z kiszonej kapusty) jest zbudowana wokół wędzonych żeberek wieprzowych, bo to właśnie żeberka wieprzowe wisiały w wędzarni całą zimę. Aukstā gaļa (zimna mięsna galareta) była tradycyjnie robiona ze świńskiej głowy i nóżek, bo niczego nie marnowano. Frikadeļu zupa (zupa z pulpetami) to wieprzowe mielone w koperkowym rosole.

Nawet kawałki wieprzowiny, które Łotysze celebrują, są wymowne. Jesteśmy narodem wieprzowego boczku, wieprzowej łopatki, wieprzowych żeberek, wieprzowych policzków, wieprzowego podgardla. Tłuste kawałki. Chłopskie kawałki, te, które w krajach z nadmiarem szlachetnego mięsa daje się psom.

Ziemniak zmienił mniej, niż myślisz

Ziemniak (kartupeļi) dotarł do krajów bałtyckich z Ameryki Południowej w XVIII wieku. We wczesnym XIX był już podstawą. Przekształcił dietę chłopską, skrobia, która dobrze się przechowywała, rosła na ubogiej piaszczystej glebie i dawała ogromny plon z hektara. Odsunęła okresowe wiosenne klęski głodu, które definiowały życie chłopskie w Europie Północnej.

Ale ziemniak nie zmienił struktury wieprzowo-nabiałowej. Po prostu wsunął się obok niej. Dzisiejsze chłopskie śniadanie (zemnieku brokastis), smażone ziemniaki, cebula, boczek i jajka na jednej patelni, to danie łączące to, co starożytne (wieprzowina, jajka z kurnika), z tym, co zaledwie dziewiętnastowieczne (ziemniaki, cebula). To w istocie to, co łotewski chłop jadł co rano przez dwieście lat, zanim ktoś zapisał to w restauracyjnym menu.

Czasy radzieckie i przemysłowa świnia

Radziecka kolektywizacja, która zaczęła się w 1946, zniszczyła system drobnych gospodarstw, który podtrzymywał tradycyjną gospodarkę świńsko-krowią. Ziemię skonfiskowano, zwierzęta zabrano do kołchozów, a własność indywidualną rozbito. Wiele dawnych praktyk umarło.

Ale wieprzowina nie zniknęła. Po prostu się uprzemysłowiła. Radzieckie kołchozy na Łotwie prowadziły ogromne tuczarnie świń, produkujące standaryzowaną wieprzowinę dla całego ZSRR. Rasę świni łotewskiej białej (Latvijas baltā), formalnie uznaną w 1967, wyhodowano specjalnie pod potrzeby produkcji boczku radzieckiego przemysłu mięsnego. Nawet w tym radykalnie zmienionym kontekście Łotwa robiła dalej to, co robiła zawsze, produkowała wieprzowinę. Dania na domowym stole, szare groszki, karbonāde, speķrauši, przetrwały epokę radziecką, bo chłopską kuchnię opartą na wieprzowinie dało się odtworzyć nawet wtedy, gdy kołchozy zastąpiły rodzinne gospodarstwa. Państwo mogło uprzemysłowić świnię, ale nie mogło zmienić przepisu.

A potem nagle: wołowina

Gdy Łotwa przystąpiła do Unii Europejskiej w 2004, w gospodarce rolnej kraju wydarzyło się naraz kilka rzeczy. Systemy dotacji dopasowano do unijnej polityki rolnej. Otworzyły się nowe rynki eksportowe. Pokolenie rolników dostało granty na modernizację. I, co kluczowe, nowe pokolenie miejskich Łotyszy z dochodem do dyspozycji zaczęło prosić o coś innego niż wieprzowinę.

To, co widzisz w 2026, czyli rancza bydła herefordzkiego w Latgalii, sale do sezonowania na sucho, sklepy z wołowiną premium w Rydze (Hereford.lv jest najbardziej widoczny), import wagyu, automaty ze stekami w centrach Spice, Alfa i Akropole wydające szlachetne antrykoty i tomahawki całą dobę, to efekt jakichś dwudziestu lat celowego rozwoju hodowli bydła mięsnego w kraju, który jeszcze w 1990 nie miał w ogóle prawdziwego przemysłu wołowego.

Same automaty to zjawisko warte zatrzymania się przy nim. To nie są gadżety. Są częścią globalnego trendu (Niemcy mają je od ponad dekady, Ameryka odkryła je podczas covidu), ale wylądowały na Łotwie z ciekawym kulturowym zwrotem. Stawiają wołowinę premium, historycznie luksusowy, rzadki, dostępny tylko w restauracji produkt w tym kraju, wprost na drodze zwykłych klientów z klasy średniej kupujących pieluchy i proszek do prania. Przekaz brzmi tak. wołowina jest teraz codziennym wyborem, i to łotewskim. Wołowina w automacie jest, coraz częściej, hodowana w Latgalii na łotewskich herefordach, ubijana w łotewskich rzeźniach, sezonowana na sucho przez łotewskich rzeźników. To jedna z bardziej współczesnych rzeczy dziejących się w łotewskiej kulturze jedzenia, i dzieje się szybko.

Ale, i to jest ta szczera część, nowy sektor wołowiny jest mały. Jest skierowany głównie do miejskich profesjonalistów i na rynki eksportowe. Wejdź jutro do przydrożnej karczmy na wiejskim Vidzeme, a menu wciąż będzie w 80% wieprzowe. Świąteczna kolacja w domu rodzinnym to wciąż szare groszki z boczkiem. Automat to przyszłość przeciekająca do teraźniejszości. Wieprzowina wciąż jest teraźniejszością.

Zapach łotewskiej zimy

Rzecz, o której nikt nie pisze, ale którą każdy Łotysz po czterdziestce zna w kościach, to zapach wieprzowiny. Nie surowej wieprzowiny, peklowanej, wędzonej, soloną i dojrzewającą. Zapach kūpināts speķis (wędzonego boczku) krojonego na śniadanie. Wędzarni na początku grudnia z wiszącymi w niej szynkami. Smalcu i wytopionego tłuszczu, i lekko słodkiej nuty bazowej jałowca i jabłoniowego drewna używanego w dobrym łotewskim wędzeniu.

To zapach łotewskiej wiejskiej zimy, sięgający wieków wstecz. To zapach przetrwania, szczerze mówiąc, jedzenia, które się nie psuło, kalorii, które starczały do kwietnia, systemu, który zamieniał darmowy jesienny las w roczny zapas obiadów. Współcześni Łotysze, którzy kupują boczek pakowany próżniowo w Rimi, nie doświadczają tego zapachu tak często jak ich dziadkowie, ale jest on w pamięci kulturowej, i właśnie dlatego wieprzowina ma w tym kraju emocjonalny ciężar, któremu wołowina po prostu nie dorówna. Wołowina na Łotwie jest niedawnym gościem. Wieprzowina to rodzina.

Co więc właściwie powinieneś zjeść?

Jeśli odwiedzasz Łotwę, zrób jedno i drugie. Zamów karbonāde w tradycyjnej restauracji, łotewskiej, takiej jak Lido, Folkklubs Ala Pagrabs, Province, albo w którejś ze starszych karczm na Starym Mieście w Rydze. Spróbuj szarych groszków z boczkiem przynajmniej raz, najlepiej zimą. Jeśli chcesz posmakować współczesnej historii wołowiny, zarezerwuj kolację w Hereford Steakhouse na Skanstes iela w Rydze, to siedziba główna nowego łotewskiego ruchu wołowego, a steki pochodzą z bydła, które sami hodują w Latgalii. Jest znakomicie.

Ale rozumiej, co smakujesz. Karbonāde to dziewięćset lat leśnego pannage, listopadowego uboju świń i wędzarnianych zim zamknięte w jednym panierowanym kotlecie. Stek z herefordów pochodzi z dwudziestu lat postradzieckiego rolniczego wymyślenia się na nowo. Oba są łotewskie, tylko z bardzo różnych części osi czasu.

Na naszych wycieczkach

Jedzenie jest wplecione w każdą wycieczkę, którą prowadzimy. Na wycieczce do Pałacu Rundāle zwykle zatrzymujemy się na tradycyjny łotewski obiad w drodze powrotnej, i tak, menu będzie wieprzowe, to po prostu nasza szczerość co do tego, czym naprawdę jest łotewskie jedzenie. Na całodniowej wycieczce do Siguldy i Cēsis przejeżdżasz przez jedne z najlepszych w kraju terenów leśnych i rolniczych, a wędzarnie i przydrożne stragany z mięsem wzdłuż trasy są częścią krajobrazu, na który patrzysz. Jeśli interesuje cię konkretnie współczesna historia wołowiny, zapytaj Daigę, może wskazać ci lepsze restauracje w Rydze podające poważną łotewską wołowinę i rodzime gospodarstwa w Latgalii, które wciąż hodują niebieskie i brązowe krowy na mleko tak, jak robiły to ich babcie.

Jesteśmy krajem ukształtowanym przez to, co mogło przetrwać długą zimę. Wieprzowina przetrwała zimę. Tak samo groch, kapusta, chleb żytni i śmietana. Wszystko inne, łącznie ze stekiem w automacie, jest niedawnym i mile widzianym dodatkiem.

Jeśli chcesz porządnie posmakować tradycji wieprzowej, karbonāde, wędzone żeberko, pelmeņi, cały niedzielny obiad, to pół dnia, które możemy ułożyć dla małych grup w Rydze. Skontaktuj się.